|
Nowy Rok, Jom Kipur i Simchat Tora w opowieściach chasydów Tłumaczenie Kasia Mróz-Blader i Wiesiek Więckowski
Arendarz pokłócił się z Torą, dlatego rebe nie mógł odprawić obrzędu hakafot
Piękno i radość w Simchat Tora była na dworze rebego reb Mosze Lejba Sasowera silniejsza niż na innych rabinackich dworach. Mówiono wprost, że tam nie tylko chasydzi radowali się Torą, ale że Tora radowała się z chasydami. (…) Ale pewnego razu miało miejsce zdarzenie, które przeraziło wszystkich zgromadzonych w synagodze. Chasydzi stali zebrani razem w synagodze. Odśpiewano już wszystkie pieśni. Uniesieni religijnym chasydzi zakończyli tańce przed rebem, który teraz stał zamyślony w zarzuconym na głowę tałesie, z Torą w ręku i ruszając się z miejsca. (…)Jego chasydzi przerazili się. Wiedzieli, że rebe przebywa teraz w zaświatach, stoi przed Tronem Chwały i stara się najprawdopodobniej wstawić za Żydmi. (…) Chasydzi obawiali się o reb Mosze Lejba i z zapartym tchem oczekiwali aż zacznie odmawiać modlitwę. Lecz rebe stał zamyślony, z pochyloną na stronę głową, od czasu do czasu zakładał tałes, spoglądał na wiernych zgromadzonych w synagodze swymi gorejącymi oczami, znów zamykał oczy, odrzucał na bok głowę i znów owijał się w tałes. (…) Nagle rebe pochylił się w stronę swego pomocnika i zapytał: „ Gdzie jest Chaim Arendarz?” Chasydzi zrozumieli, że problem jest poważny i rozbiegli się po synagodze poszukując Chaima Arendarza, lecz nie udało się go odnaleźć. Pomocnik podszedł do rebego i oznajmił mu, że Chaima Arednarza nie w domu modlitwy. Rebe odpowiedział krótko:„ Należy go znaleźć! Bez niego nie zacznę obrzędu hakafot!” W poszukiwaniu Chaima Arendarza chasydzi rozproszyli się po wszystkich bejt midraszach w mieście, aż znaleźli go w stojącego w kącie w synagodze szewców, ubranego w codzienne odzienie i chłopski kapelusz jakby w ogóle nie było święta. Chasydzi podbiegli do niego i jednym tchem oznajmili: „ Rebe potrzebuje cię niezwłocznie, natychmiast chodź z nami!” Usłyszawszy te słowa Chaim Arendarz nawet się nie poruszył, spokojnym głosem odparł: „ Wiedziałem, że przyśle po mnie, ale nie zmienię zdania!” Chasydzi natychmiast pojęli, że sprawa jest bardzo ważna i zaczęli dociekać i dopytywać się, co takiego zrobił, dlaczego rebe wzywa go przed obrzędem hakafot i co miał na myśli kiedy mówił, że nie zmieni zdania. Ale Chaim Arendarz już nie chciał z nimi więcej rozmawiać, ciągle próbował zmieniać temat i wyszukiwał przeróżne powody, ale wszyscy wiedzieli, że ukrywa przed nimi prawdziwą przycznę. Z wielką radością chasydzi powrócili do synagogi rebego i oznajmili, że odnalazł się Chaim Arendarz. Rebe rozkazał przyprowadzić go do siebie natychmiast i powiedział mu: „ Słuchaj, Chaim, opowiedz wszystko, co się stało, niczego przede mną nie ukrywaj!” Chaim Arendarz skulił się, jakby nie chciał wyjawić noszonej przez siebie tajemnicy, ale jeśli rebe każe, to należy wszystko opowiedzieć. Chaim Arendarnik rozpoczął swą opowieść: „ Ponieważ moja karczma znajduje się daleko od miasta, postanowiłem zorganizować u siebie w domu minjan. Myślałem, że zbiorę minjan wśród mieszkających we wsi Żydów, moich sąsiadów. Kiedyś przejeżdżał przez wieś wykształcony Żyd, który powiedział, że jest soferem. Rzekłem do mojej żony: „Jente, zatrzymajmy go u siebie w karczmie, będzie uczył naszych synów i może napisze dla nas Sefer Tora”. „Co za pomysł?” zdziwili się chasydzi, „czy nie mógł kupić Sefer Tora w mieście, ha?” „Niech nikt przeszkadza!” krzyknął rebe. „A ty Chaimie nie obawiaj się ich”, zwrócił się do arendarza, „opowiadaj dalej”.Karczmarz kontynuował swą opowieść: „ Ponad dwa lata sofer mieszkał u mnie. Zapewnialiśmy mu utrzymanie, a on pisał. Był bardzo wykształcony. Latem i zimą kilka razy w ciągu dnia chodził do stawu, aby dokonać rytualnego oczyszczenia, a kiedy zapytaliśmy dlaczego tak często to robi, odpowiedział, że przed napisaniem Boskiego Imienia należy dokonać rytualnej ablucji. Mimo, że nie rozumieliśmy, co miał na myśli, zimą pomagaliśmy mu usunąć lód ze stawu. Aż Sefer Tora został ukończony. Sofer oznajmił nam, że mamy otoczyć zwoje Tory należytą troską i strzec jak oka w głowie. Tej samej nocy zniknął. Mój najstarszy syn Jankel zrobił aron ha kodesz z najlepszego drewna. Własnoręcznie go wyrzeźbił, a moja córka przez cały rok wyszywała aksamitny płaszcz na Torę. Wyznaczyliśmy dla Tory osobne pomieszczenie, nie wpuszczaliśmy tam żadnego nie- Żyda, a w każdy piątek moja córka czyściła płaszczyk, a mój syn czyścił aron ha-kodesz. A kiedy nadchodziło święto Simchat Tora, zbierałem wszystkich synów, którzy mieszkali w okolicznych wsiach, które były własnością naszego dziedzica i wszyscy razem radowaliśmy się Torą. „Ah, rebe” westchnął arendarz, „tańczyliśmy, aż sufit się trząsł. Najpiękniejszy taniec odtańczył mój starszy syn Jankel, a młodszy syn, Mosze, także nie próżnował. Tańczył przed Torą taniec niedźwiedzia, ten sam taniec, który musiał często tańczyć w obecności dziedzica, kiedy ten wyprawiał bal.” Arendarz zauważył, że rebe z ciekawością słuchał jego historii, zatrzymał się na jakiś czas, aby zastanowić się jak opowiedzieć co mu się przydarzyło w ciągu roku. „ A co cię spotkało w tym roku?” zapytał rebe. „Niczego przede mną nie ukrywaj!” „ Tego roku nie chcieliśmy już tańczyć z Torą” odpowiedział arendarz. „Pokłóciliśmy się!” „ Z Torą?” zamruczeli chasydzi. „Co za bezczelność!” „ Tak, z Torą!” odparł arendarz ze złością. „Nikogo się nie boję, opowiem wam, co się stało.” „ Było to w wigilie święta. Nagle dostałem rozkaz od dziedzica, abym natychmiast stawił się u niego. Niczego nie obawiając się, ubrany już w świąteczny surdut, niezwłocznie udałem się do niego. Kiedy przybyłem do dworu, natychmiast zauważyłem, trzęsie się z wściekłości. Zapytał ze złością: „Kiedy spłacisz dług?” Powiedziałem mu, że prawie cały miesiąc trwały święta, karczma była zamknięta i że nie mam mu z czego zapłacić. Dziedzic nie mógł już usiedzieć na krześle i trząsł się jak w malignie. „Co to znaczy, że miałeś zamkniętą karczmę przez cały miesiąc? Kto ci tak nakazał?!” Widziałem, że cały się kuli się ze złości i chciałem go uspokoić: „ Przecież wiesz, że jestem Żydem i Żyd nie może otworzyć karczmy w żydowskie święta, a już na pewno nie w Rosz ha-Szana, Jom Kipur i w Sukot”. Ale dziedzic nie chciał ze mną nadal rozmawiać. Z wściekłości ślina ciekła mu z ust, wezwał swoich służących, aby natychmiast przyprowadzili do niego moją córkę. Rozkaz został natychmiast wykonany. Słudzy schwytali moją córkę, przyprowadzili do dziedzica, który zamknął ja w chlewie. A mnie oświadczył: „ Ty możesz odejść, ale twoja córka zostanie zatrzymana, abyś jak najszybciej spłacił długi!” „Wróciłem do domu wstrząśnięty tym, co uczynił mi Bóg. W złości wziąłem zwoje Tory, które znajdowały się w aron ha-kodesz, zamknąłem je w piwnicy i rzekłem do nich: ponieważ Najwyższy może tak postępować z nami, choć my z takim szacunkiem przechowujemy Jego Torę, zamknę Torę jako zakładnika.” Rebe wysłuchał skarg arendarza i rzekł do swych chasydów: „Teraz rozumiecie dlaczego nie mogłem rozpocząć hakafot. W niebie mówiono, że dopóki Chaim Arendarz nie uwolni Tory z więzienia nie możemy odprawić obrzędu hakafot, i że nasze modlitwy nie dotrą przed Tron Chwały!” Rebe odwrócił się do arendarza powiedział: „ Idź do domu, uwolnij Torę z piwnicy. Przyrzekam ci, że dziedzic dziś wieczorem przyprowadzi twoją córkę z powrotem do domu!” „ Jeśli rebe każe” powiedział karczmarz, „ zrobię to.” Chasydzi udali się z Chaimem Arendarzem do karczmy. Tu spotkali siedzącą w domu jego córkę i natychmiast uwolnili Torę z więzienia. Ubrali Ją w aksamitny płaszczyk, zrobiony przez córkę karczmarza i ze śpiewem zanieśli do synagogi rebego. Rebe odprawił hakafot wraz z Chaimem Arendarzem i wraz ze wszystkimi chasydami tańczył i radował się Torą.
Oczyszczone przez łzy
Reb Elimelech i reb Zusja mieli trzeciego brata - wiejskiego karczmarza. Było by bardzo interesującym dowiedzieć się jakiego typu człowiekiem on był. Na pewno nie był to zwykły człowiek. Podsycani ciekawością uczniowie reb Elimelecha postanowili pewnego dnia udać się do jego wsi aby to sprawdzić. Tam, co było pewne, zobaczyli trzeciego brata stojącego za ladą w swojej karczmie, sprzedającego wódkę nieokrzesanym mieszkańcom okolicy. Z pewnością nie było tu ani odrobiny duchowych wzlotów ku górnym światom. Zauważyli tylko, że od czasu do czasu karczmarz wyciągał mały notes i zapisywał w nim kilka słów. Wieczorem bar był zamknięty, poprosili więc o nocleg w gospodzie. Późno w nocy, kiedy wszyscy spali podsłuchiwali karczmarza z sąsiedniego pokoju i słyszeli go przewracającego stronice, czytającego na głos, bijącego się w piersi od czasu do czasu i płaczącego gorzko przez cały czas. Opanowani ciekawością weszli do pokoju i zapytali:„Dlaczego bijesz się w piersi?”Ich gospodarz odpowiedział im po prostu, że taki ma zwyczaj. Każdego dnia, kiedy wydaje mu się, że zgrzeszył w jakiś sposób, albo, że nieczysta myśl zrodziła się w jego umyśle, zapisywał to w swoim małym notatniku. W nocy nigdy nie szedł spać, zanim nie dokonał szczerej pokuty. Miał nawet znaki, dzięki którym wiedział, czy jego pokuta zastała zaakceptowana w niebie. Kiedy widział, że atrament w notatniku rozpływa się pod wpływem łez, wiedział, że także w Niebie jego grzechy zostały starte.
Filary świata
Każdego roku kiedy zbliżał się okres noworoczny reb Eliezer z Dzikowa opowiadał historię, którą usłyszał od reb Szaloma z Bełza: „W Rosz ha-Szana, kiedy zbliżał się czas dęcia w szofar, prorok Eliasz i jeszcze jeden stary człowiek ukazali się reb Elimelechowi z Leżajska i powiedzieli mu, że na niebiańskim sądzie przeważają głosy aniołów oskarżycieli. Świat rzeczywiście pogrążyłby się w chaosie i uległby zniszczeniu, gdyby nie dwóch żyjących wtedy ludzi, którzy uratowali go przed destrukcją. „Kto jest tym czcigodnym gościem, który stoi obok ciebie?”- reb Elimelech zapytał Eliasza. „To jest patriarcha Abraham”- odpowiedział prorok. „A kim są ci dwaj ludzie, dzięki którym istnieje świat?”- reb Elimelech pytał dalej. „Jednym z nich jest reb Szmelke z Nikolsburga”- powiedział Eliasz. „A kim jest ten drugi?”- zapytał reb Elimelech. „Nie jesteś godnym, aby Ci to powiedzieć”- odparł prorok Eliasz. Po Rosz ha-Szana, reb Elimelech wyruszył do Nikolsburga z wizytą do reb Szmelke, który witając go powiedział: „Szolem Alejchem! Bez wątpienia wiesz, że gdyby nie nas dwoje, świat uległby destrukcji.” Dopiero wtedy reb Elimelach odkrył, że on jest drugim filarem.
Jak silną jest ich wiara
W wigilię święta Rosz ha-Szana uczeń fryzjera przeszedł obok domu reb Lewiego Icchaka z Berdyczowa. Nie miał żadnego nakrycia głowy i wbrew nakazom prawa pysznił się czupryną loków, które były starannie ufryzowane nad czołem. Widząc go przez okno, cadyk zawołał go i rzekł: „Dlaczego zapuszczasz loki?” „Prowadzę interesy ze szlachtą i dziedzicami” odpowiedział młody człowiek. „Dlatego muszę wyglądać reprezentacyjnie.”„Posłuchaj,” powiedział cadyk. „Dam ci złotego rubla jeżeli zetniesz te loki. Włosy ufryzowane według nie-żydowskiego sposobu, takie jakie masz, są pogwałceniem przykazania zawartego w Torze: U-be- chukotejhem lo telechu (Nie powinieneś postępować według ich praw)”. „Nie!” powiedział młody człowiek. „Dobrze,” odrzekł cadyk. „W takim razie dam ci trzy ruble.” Młodzieniec nie zgodził się i pozostał niewzruszony nawet kiedy oferta sięgała dwudziestu rubli. „Jeśli w tej chwili zetniesz swe loki,” powiedział cadyk, „Obiecuję ci udział w życiu przyszłym.” Kiedy młodzieniec usłyszał te słowa sięgnął do kieszeni po nożyczki i w przeciągu sekundy ściął loki. „Panie Wszechświata!” zawołał reb Lewi Icchak. „Jak silną jest wiara Twego Ludu, nawet najprostszych pośród nich! Jak wiele godzin trudu i zachodu musi ten młody człowiek znieść nim zarobi jednego złotego rubla! Dwadzieścia rubli to dla niego niewyobrażalna fortuna, a tego czego nie zgodził się zrobić za dwadzieścia rubli zrobił za obietnicę udział w życiu przyszłym, chociaż nigdy go nie doświadczył....!”
Osobliwa pokuta
„Jakąkolwiek zadasz pokutę, rebe! Posty, umartwianie, praktyki ascetyczne, cokolwiek - jeśli tylko mogę odpokutować za moje grzechy!” nalegał pewien grzesznik, który właśnie wyznał długą listę przewinień reb Mordechajowi z Lechowicz. „Czy rzeczywiście zrobisz wszystko, cokolwiek ci rozkażę?” spytał cadyk. „Każde słowo!” oznajmił grzesznik. „W takim razie”, powiedział reb Mordechaj, „Każdego ranka staraj się zjeść na śniadanie biały chleb, pieczonego kurczaka, potrawkę z mięsa i warzyw , popij to dobrym winem i zrób dokładnie to samo wieczorem. Sypiaj w wygodnej pościeli, nie rozważaj podjęcia (uchowaj Boże) umartwień. Postępuj tak przez cały rok, po roku przyjdź ponownie, zobaczymy wtedy, co dalej robić.” Grzesznik był zszokowany. Był przygotowany na posępną listę postów, rytualnych kąpieli oraz ascetycznych praktyk, takich jak tarzanie się w śniegu i któż może wiedzieć, co jeszcze – i oto cadyk nakazał mu pławienie się w luksusie tego świata! Czy to możliwe, że w ten sposób kiedykolwiek odpokutuje za swe grzechy? Ale nie było innego wyjścia - musiał być posłuszny cadykowi. Po powrocie do domu, odkrył, że gdy tylko zasiadał do wspaniałego posiłku prześladowały go te same myśli: „Oto ja grzesznik, który wielokrotnie buntował się przeciwko swojemu Stwórcy; przywiodłem swą duszę z jej niebiańskiego źródła do bagna nieczystości. Jakże mogę cieszyć się przyjemnościami tego świata. Zasługuję na garść żwiru i gorzkie zioła!” Podczas każdego posiłku przechodził katusze, lejąc gorzkie łzy i nie znajdując ukojenia. Chociaż był mężczyzną o słusznej budowie pod koniec roku wyglądał jak marny szkielet. Z trudem był w stanie odbyć długą podróż do Lechowicz. Cadyk spojrzał na niego i powiedział: „Dość!” Nakazał mu inny styl życia i ten człowiek dożył swego żywota w radości i spokoju.
Pewien człowiek przeszedł do reb Izraela z Rużynia i powiedział: „ Jestem grzesznikiem, pragnę pokuty.” „Więc dlaczego nie pokutujesz?” spytał cadyk. „Ponieważ nie wiem jak” odpowiedział. „W takim razie skąd wiesz jak grzeszyć?” spytał cadyk. „Najpierw działam” powiedział przybysz, „a dopiero potem wiem, ze zgrzeszyłem.” „Więc tak samo zrób teraz,” powiedział cadyk. „Odpraw pokutę, a zrozumienie przyjdzie później…”
Sąd w Rosz ha-Szana
Są dwie różnice pomiędzy sądem w Rosz ha–Szana i sądem po śmierci: 1. dusza jest sądzona po śmierci a ciało jest sądzone w Rosz ha-Szana. 2. po śmierci pokuta jest niemożliwa (i jest to jedna z najcięższych kar, kiedy dusza przybywa do Świata Prawdy, chce odpokutować, ale nie może). Jednak podczas sądu w Rosz ha- Szana pokuta jest skuteczna, a ręce Boga są wyciągnięte na znak akceptacji pokutującego.
Prosto z serca
Strumienie deszczu uderzały twarz reb Lejba, ale nawałnica nie powstrzymała go od dotarcia do wsi, na kilka godzin przed rozpoczęciem Jom Kipur. W prawdzie znajdował się w sporej odległości od swego celu,ale z ulgą przyjął wiadomość, że we wsi będzie minjan, z którym będzie mógł się modlić- ośmiu mieszkańców wsi, do których dołączą jeszcze dwaj mieszkający w pobliskim lesie. Reb Lejb zanurzył się w oczyszczających wodach rzeki przygotowując się do świętego dnia, spożył posiłek poprzedzający post i pośpieszył się, aby przybyć jako pierwszy do małej drewnianej synagogi. Tu usiadł, aby wyrecytować indywidualne modlitwy, którymi zazwyczaj rozpoczynał Jom Kipur. Jeden po drugim przybyło ośmiu mieszkańców wsi, aby wysłuchać Kol Nidrei, ale w dalszym ciągu nie było minjanu, okazało się, że dwóch pozostałych zostało aresztowanych pod wpływem fałszywych oskarżeń. „Być może znajdziemy jeszcze jednego Żyda mieszkającego w pobliżu?” zapytał reb Lejb. „Nie” mieszkańcy wsi zapewnili go „jesteśmy tylko my” „Być może” upierał się mieszka w okolicy jakiś Żyd, który dokonał konwersji i porzucił wiarę ojców?” Wieśniacy byli zaszokowani słysząc tak osobliwe pytanie od przybysza. Patrzyli na niego dziwnie. „Wrota skruchy są otwarte nawet dla apostaty” kontynuował reb Lejb. „Słyszałem od moich nauczycieli, że nawet jeśli ktoś zanurzył się w popiele, może jednak wskrzescić iskrę ognia.” Naraz przemówił jeden z wieśniaków. „Jest tu jeden apostata” odważył się. On jest naszym dziedzicem, właścicielem całej wsi. Jednak ten odstępca tkwi w grzechu od czterdziestu lat. Widzisz, córka poprzedniego dziedzica zakochała się w nim. Jej ojciec obiecał mu, że jeśli zmieni wiarę i poślubi dziewczynę, uczyni go swym jedynym spadkobiercą. Nie mógł oprzeć się tej pokusie i zrobił to wszystko”„Czy jego żona dała mu synów lub córki?” zapytał reb Lejb. „Nie” odrzekli wszyscy chórem. „Zmarła kilka lat temu ,on jest bezdzietny” „Pokażcie mi jego dwór” powiedział reb Lejb. Ściągnął swój talit i pobiegł jak szybko mógł w kierunku dworu, w białej kipie na głowie i w białym kitlu rozwiewającym się na wietrze. Zapukał do drzwi, po czym nie czekając na odpowiedź otworzył je i stanął twarzą twarz z dziedzicem. Przez długi, długi czas stali milcząc twarzą w twarz, cadyk i apostata. Dziedzic w pierwszej chwili chciał przywołać swego pachołka, pojmać nieproszonego gościa i wrzucić do lochu, który znajdował się na wewnętrznym dziedzińcu. Jednak świetlane oblicze i penetrujące oczy cadyka zmiękczyły jego serce. „Mam na imię Lejb syn Sary” powiedział gość. „ Miałem zaszczyt znać reb Izraela, Baal Szem Towa, który był podziwiany nawet przez szlachciców. Z jego ust usłyszałem pewnego razu, ze każdy Żyd powinien odmawiać krótką modlitwę, którą jako pierwszy odmówił król Dawid:” Wybaw mnie Panie od winy krwi, (mi-damim). Lecz damim znaczy nie tylko krew, ale także pieniądze. Mój Nauczyciel wyjaśniał ten wers w następujący sposób:’ Strzeż mnie Panie, abym nigdy nie uważał pieniędzy za swego Pana.” „Moja matka, która miała na imię Sara, była świętobliwą kobietą. Syn jednego z miejscowych szlachciców chciał ja poślubić, obiecał jej bogactwo i dostatek jeśli się zgodzi. Ona jednak uświęciła imię Izraela. Aby ocalić siebie od tego niegodziwca pospiesznie wyszła za mąż za starego biednego nauczyciela. Nie miałeś szczęścia, aby zdać ten egzamin, za srebro i złoto zdecydowałeś się na apostazję. Pomyśl, nic nie stoi na drodze do skruchy. Co więcej, to są ci, którzy w ciągu jednej godziny zdobywają udział w przyszłym świecie. Teraz jest ta godzina! Dziś jest wigilia Jom Kipur. Słońce niedługo zajdzie. Żydzi, którzy mieszkają w twojej wsi potrzebują jeszcze jednej osoby do minjanu. Chodź ze mną i bądź tym dziesiątym. Tora uczy nas: „Dziesiąty będzie świętym w oczach Boga”. Dziedzic zbladł słysząc słowa wypowiadane przez odzianego w biel człowieka o niezwykłej twarzy. W międzyczasie ośmiu przerażonych mieszkańców okolicy czekało w synagodze. Kto mógł przewidzieć jakiego rodzaju nieszczęście ten obcy ściągnie na ich głowy. Nagle wpadł do środka reb Lejba, za którym szedł dziedzic, jego oczy były pełne łez. Spojrzenie tego drugiego było przybite. Na znak reb Lejba jeden z obecnych podał apostacie talit, który owinął się w niego zakrywając głowę i całą twarz. Reb Lejb podszedł do Świętej Arki i wyciągnął zwoje Tory Jeden z nich podał najstarszemu z obecnych, a drugi dziedzicowi. Pomiędzy nimi stanął reb Lejb i zaintonował modlitwę: Al -daat ha-Makom we-al.-daat ha-kahal.... Za wiedzą Najwyższego i za wiedzą kongregacji ogłaszamy, że można modlić się razem z tym, którzy zgrzeszyli...” Głębokie westchnienie wydobyło się ze złamanego serca. Żaden ze zgromadzonych nie mógł pozostać nieporuszony i wszyscy łkali wraz z nim. Przez cały czas trwania wieczornych modlitw i od wschodu aż do zachodu słońca następnego dnia dziedzic trwał skruszony w modlitwie. Dreszcz wstrząsnął jego ciałem kiedy rozpoczął odmawiać konfesję, zaś dziewięciu pozostałych wzdrygnęło się wraz z nim. Na zakończenie modlitwy Neila tuż przed wspólną recytacją Szma Izrael dziedzic pochylił się aż jego głowa znalazła się w samym środku Świętej Arki, objął zwoje Tory, które znajdowały się w środku i potężnym głosem, który przeszył wszystkich zgromadzonych wypowiedział :” Słuchaj Izraelu, Pan, Nasz Bóg jest jest Jedyny. Następnie stanął prosto i z całej siły zaintonował modlitwę: Adonaj Hu Ha-Elokim –Pan jest Bogiem” Z każdym powtórzeniem jego głos stawał się coraz silniejszy. Kiedy wypowiedział te słowa po raz siódmy, jego dusza opuściła ciało. Tej samej nocy ciało dziedzica przeniesiono na pobliski cmentarz. Reb Lejb uczestniczył w rytualnym oczyszczeniu i przygotowaniu ciała do pogrzebu. Do końca życia obchodził jorcajt (rocznicę śmierci) po nim, odmawiając kadisz za jego duszę w każdy Sądny Dzień.
Prosto z serca. I Otwórz przed nami zamknięte wrota. (z modlitwy Neila)
Po śmierci Baal Szem Towa, jeden z jego najstarszych uczniów o imieniu reb Dawid z Mikołowa wybrał reb Pinchasa z Korca na swego duchowego przewodnika. Kiedy wybierał się do Korca zabierał jednego ze swych własnych uczniów jako towarzysza podróży. Pewnego razu w wigilię Jom Kipur, podczas przygotowań do postu reb Dawid napił się miodu, młody człowiek, który towarzyszył mu w czasie podróży do Korca zrobił dokładnie to samo, z tym, że słodki napój, spowodował, że spał od początku postu, przez noc i cały dzień. Kiedy się obudził zbliżał się zachód słońca, wierni zaczęli już odmawiać modlitwę Neila, która zamyka nabożeństwo świętego dnia. Młodzieniec zrozumiał, że stracił bezcenne godziny, nie wypowiadając ani jednego słowa modlitwy i gorzko zapłakał. Nikt nie mógł go uspokoić. Wyobraźcie sobie - zadał sobie tyle trudu, aby odbyć podróż i móc modlić się w towarzystwie cadyków. I co robi? Zapada w sen i nawet nie odmawia modlitw, jak większość prostych Żydów w miasteczku. A kiedy on płacze pełen skruchy i rozpaczy inni kończą odmawiać swe modlitwy. Kiedy odprawiono Hawdalę, aby zaznaczyć zakończenie Sądnego Dnia, reb Pinchas z Korca zapytał reb Dawida: „Kim jest ten młody człowiek, który płakał tak gwałtownie podczas modlitwy Neila?” Reb Dawid powiedział mu, że to był młody człowiek, którego przywiózł. „Ten młodzieniec” powiedział cadyk „oświecił mnie. Pozwólcie mi wyjaśnić. Anioły oskarżyciele wydali złowrogi wyrok dla całego Domu Izraela. Ich szanse rosły podczas modlitwy Neila, kiedy wierni byli już znużeni po długim dniu w synagodze. Niczego nie mogłem zrobić, aby zmienić stan rzeczy w Niebiańskim Sądzie, ponieważ, wierni musza być w stanie duchowego ożywienia i modlić się żywiołowo. Byłem bardzo poruszony. Nagle płacz tego młodego człowieka spowodował, że niebiosa zabrzmiały. Im bardziej płakał, tym bardziej słabły głosy oskarżenia. W końcu, dzięki jego prosto z serca płynącym modlitwom, byłem w stanie (Dzięki Bogu!) zupełnie anulować złowrogi wyrok. „Złóżcie młodemu człowiekowi podziękowania ode mnie.”
Lament do Stwórcy
Reb Arie Lejb ze Szpoły (znany jako Szpoler Zejde) zamykał się zazwyczaj swoim pokoju na jakiś czas, przed obrzędem dęcia w szofar. Nikt nie wie, co tam robił. Pewien ciekawski chasyd, który przybył z wizytą do Szpoły na Straszne Dni, postanowił raz na zawsze rozwiązać tę tajemnicę. Zakradł się do pomieszczenia obok prywatnego pokoju rebego i przez nikogo nie zauważony zajrzał przez szczelinę. Ujrzał leżącego na podłodze Szpaler Zejde, gorzko płaczącego i mówiącego: „Panie Wszechświata! Czego chcesz od Twojego Ludu? Uwierz mi, że gdybym na własne oczy nie widział jak wiele micwot i dobrych uczynków spełniają, nie uwierzyłbym, że można podczas ciemnego i gorzkiego wygnania spełnić chociaż jedną micwę. Szczególnie w tym mrocznym świecie, gdzie Szatan harcuje pomiędzy nimi i pobudza złe inklinacje, gdzie wszystko, co prowokuje fizyczne pożądanie znajduje się w zasięgu wzroku, zaś napomnienie ukryłeś pomiędzy stronicami moralistycznych traktatów takich jak Reszis Chochma. Możesz .być pewien, że gdybyś urządził świat w inny sposób, przestrogę i karę umieszczając w zasięgu wzroku, a wszelkie cielesne pożądania ukryte w jakiś uczonych książkach- wówczas żaden Żyd nie zrobił by niczego złego!” Ze swego ukrycia chasyd widział jak cadyk wstaje, wyciera ręką oczy, wchodzi do synagogi, a następnie przystępuje do obrzędu dęcia w szofar.
Zaświadczenie prawości
To był gorący dzień, reb Zusja Annopola siedział w cieniu na dziedzińcu. Nagle podszedł do niego jakiś człowiek i poprosił o list, który zaświadczał by, że jest on wolny od grzechu; inaczej nie dostanie z powrotem swojej kapoty. Reb Zusja, co zrozumiałe, nie wiedział o czym on mówi. Przybysz wyjaśnił więc, że grupa chasydów schwytała go i ściągnęła z niego czarny płaszcz. Twierdzili, że popełnił on pewnie grzech, i że zwrócą mu jego kapotę, jeśli przyniesie zaświadczenie od reb Zusji, że jest niewinny, albo,że odbył należytą pokutę. „Skąd mam wiedzieć czy rzeczywiście jesteś niewinny?” zapytał reb Zusja. „Jaką różnicę ci sprawia, jeśli dasz mi kawałek papieru , a ja dostanę z powrotem moją kapotę?” odparł przybysz.Ale kiedy zrozumiał, że jego słowa nie przekonają cadyka, aby ten napisał owo zaświadczenie, ze złością krzyknął: „Gdybym tak bardzo błagał księdza, ten na pewno ulitowałby się nade mną!” Reb Zusja przeraził się słyszące słowa. „Biada mi,” gorzko zapłakał. „Sprawiłem, ze Żyd wypowiedział takie słowa!” W szale bólu wpadł do kanału ściekowego. Z powodu powstałego zamieszania przybyli wszyscy sąsiedzi, aby mu pomóc. Wyciągnęli go z kanału, zmienili ubranie i położyli spać. Nawet w łóżku reb Zusja rozpaczał: „To ja sprawiłem, że Żyd wypowiedział te straszne słowa!” Nieprzyjemny człowiek, który był przyczyną całego zajścia wymknął się szybko, kiedy tylko przybyli zaalarmowani sąsiedzi. Ukrył się pomiędzy krzakami w pobliskim ogrodzie, w ukryciu miał czas, aby zauważyć jaką ofiarę poniósł reb Zusja przez swe zasady. Może nadszedł czas, aby odpokutować.Odczekał aż sąsiedzi wrócili do domów i wtedy udał się reb Zusji, błagał cadyka, aby ten wyjawił mu w jaki sposób ma odpokutować za swoje grzechy. „Przecież nie chodzi ci o pokutę, ale o kapotę.” „Nie, nie, rebe,” upierał się. „Zapomnijmy o kapocie. Naucz mnie jak odpokutować za grzechy!” Reb Zusja zrozumiał , że ten człowiek mówi poważnie. Wstał z łóżka, usiadł na podłodze spokojnie odpowiedział: „Jeśli tak rzeczywiście jest, razem odprawmy pokutę.” Razem płakali, cadyk i przybysz, aż do momentu, kiedy reb Zusja przywiódł go do takiej skruchy, która wypływa z głębi serca. |